Jak głośno mam prawdy wykrzyczeć
Wykrzyczeć - w twarz rzucić
Jak długo mam milcząc tłumaczyć
Że prawda po mojej jest stronie...
bo strona ta nie istnieje....
bo lewo to prosto a góra jest dołem
i prawda ucieka na boki
i słowa płyną przez pustkę
i pustych frazesów uskoki....
Ile jeszcze wysłuchać zdołam
Ile wytrzymam – świętego oburzenia na milczenie
– jak długo podołam
Nim przyjdzie złość, potem nienawiść
aż wieczne otępienie.
~~
Więc słucham i zrozumieć nie próbuję
Bo jak czarne białym a krzywe prostym
Jak można tak kłamać, nie pojmuje
Srebrny orzełek lata tu chciwie
I w szpony chytrości łapie Was Ślepcy
Brniecie do przodu, na oślep, gorliwie
Jak ćma w blask szklący
Racje ciągniecie za sobą uparcie
Choć ptaki przed wami milkną spłoszone
Myślicie że skrzydeł rozpostarcie
I sława
i pieniądze
i pieniądze
i sława....
- zostaje - na starcie.